Nimrod – średniowieczna twierdza z Hermonem w tle

Marek Twain, amerykański pisarz, podczas swojej podróży do Ziemi Świętej w 1867, w drodze do Damaszku, zwiedził ruiny Zamku Nimrod. W jednej ze swoich powieści pozostawił ich opis, przekonany, że twierdza jest dziełem krzyżowców.

Rzeczywiście na terenie Wzgórz Golan zamek ten jest imponującym przykładem średniowiecznej fortecy. Jego nazwa, w języku arabskim Qal’at Subayba, tłumaczona na „Zamek Klifu”, bądź bardziej opisowo „Zamek na wielkim urwisku” mocno pobudza wyobraźnię.

Zajeżdżają do niego grupy turystów, którzy za główny cel obierają sobie park źródeł Jordanu w Banias. Nie wszystkich, co prawda, cieszy spacer przez zlane słońcem kamienne ruiny, zwłaszcza w porze letniej, ale za to szeroko roztaczająca się z nich panorama okolicy rekompensuje wszelkie niedogodności.

Zamek usytuowany jest na wysokości 850 m. n.p.m. i przez entuzjastów jest nazywany „ozdobą stoków pasma górskiego Antylibanu”. Z grzbietu skalnego, na którym zbudowano twierdzę, rozciąga się widok zapierający dech w piersiach na całą Dolinę Hula, aż po Jezioro Galilejskie.

Z drugiej zaś strony możemy sycić wzrok widokiem na szczyt Hermonu wznoszący się na północy pasma. Dodatkowej pikanterii odwiedzinom tego miejsca dodaje fakt, że znajduje się on w bliskim sąsiedztwie granicy Izraela z Libanem i Syrią.

Twierdza, zbudowana z dużych, ociosanych kamieni, posiada długą, wąską strukturą, która idealnie została dopasowana do warunków topograficznych. Liczy sobie 450 metrów długości, szerokość zaś wahała się od 50 do 150 metrów. Z każdej strony była otoczona stromymi urwiskami, co w naturalny sposób zapewniało jej obronność. Posiadała trzy bramy: dwie na południu i jedną na zachodzie.

Nie żyjący już Jerome Murphy O’Connor, profesor Francuskiej Szkoły Biblijnej i Archeologicznej w Jerozolimie, zaproponował ciekawy opis fortecy. Porównał jej wygląd do psa obronnego czającego się do skoku – jego podniesiona głowa zwrócona jest w stronę Damaszku; z tyłu, poniżej znajduje się Banias, którego ma strzec. Taka interpretacja, irlandzkiego uczonego, dzisiaj nie zyskuje powszechnej aprobaty.

 

 

Niejednoznaczne teorie dot. powstania fortecy

Chociaż Nimrod sąsiaduje z Banias, większość współczesnych uczonych neguje pogląd, że miał on stanowić zabezpieczenie średniowiecznego miasta, dawnej Cezarei Filipowej. Przeważa opinia, że głównym zadaniem stojącej na stokach Hermonu twierdzy, było pilnowanie szlaku handlowego biegnącego przez dolinę Hula z Tyru na wybrzeżu śródziemnomorskim do Damaszku.

Próba określenia, kogo należy uznać za konstruktora twierdzy, nie prowadzi do jednoznacznych wniosków. Starsza historiografia przypisywała to krzyżowcom, łącząc jego powstanie z miastem Banias.

W 1129 roku król Jerozolimy Baldwin II przejął kontrolę nad miastem i powierzył je Rajnierowi z Brus. Ten rzekomo miał zbudować zamek Nimrod w przeciągu trzech lat. Samo Banias po kilku latach zdobył Zanki, atabeg Mosulu i Aleppo, ale już w 1139 roku zostało mu ono odebrane przez połączone siły krzyżowców i damasceńczyków.

Kiedy po piętnastu latach syn Zankiego, Nur ad-Din, przejął kontrolę nad Damaszkiem, do Nimrod zostali sprowadzeni rycerze szpitalnicy i to oni mieli rozbudować fortecę wzmacniając obronność Królestwa Jerozolimskiego. To jednak na nic się zdało, gdyż jesienią 1164 roku, pozbawiony większości garnizonu zamek, poddał się Nur ad-Dinowi. Od tego momentu twierdza stała się wysuniętym przyczółkiem obserwacyjnym, z którego władca Syrii mógł nadzorować pozycje Franków.

Młodsi badacze uważają, że imponująca konstrukcja zamku nie jest zasługą krzyżowców. Ich zdaniem twierdzę stanowił wówczas jedynie późniejszy donżon, który będąc jedyną fortyfikacją, nie został przez krzyżowców powiększony.

Rozbudowę zamku do obecnych rozmiarów uczeni przypisują władcom muzułmańskim. Rozrosłe dzięki nim fortyfikacje powstrzymały wojska krzyżowców zarówno w 1174, jak też w 1253 roku.

To w XIII wieku, z woli Bajbarsa gubernator Bilik rozpoczął na wielką skalę naprawę i dalszą rozbudowę twierdzy. I to za jego czasu zamek przeżył swoją świetność. Dowodem na to są arabskie inskrypcje zdobiące mury twierdzy. Wśród nich największy w Izraelu (6 m długości) napis arabski z 1275 roku, zaraz przy obecnym wejściu na teren ruin, wychwalający Bajbarsa.

 

Zwiedzanie twierdzy

Prawdę mówiąc, samo dojście z parkingu do wybitego w zachodnim murze wejścia, wymaga już pewnego wysiłku. Jeśli jednak z marszu wejdziemy na pozostałości południowo-zachodniej wieży, zobaczymy przed sobą na całej długości mur południowy wzmacniany naprzemiennie kwadratowymi i okrągłymi wieżami.

Pierwsza wieża jest czterokondygnacyjna i na kolejne przesklepione poziomy można się dostać okrągłymi schodami. Zmierzając wzdłuż muru południowego, ku wysuniętemu na wschód donżonowi, czeka nas zajmujący spacer przejściami od jednej wieży do drugiej, gdzie każda wąska szczelina w murze stanowiła stanowisko dla łuczników.

Półkolista tzw. piękna wieża jest wyjątkowym miejscem, z którego można obserwować linię umocnień zarówno w kierunku wschodnim jak też przeciwnie. Rzucające się w oczy różnice w zastosowaniu kamienia budowlanego (w jego kolorze i wielkości), przypominają o kilku fazach przebudowy zamku.

Im bliżej donżonu, tym stan ruin jest bardziej zaawansowany, co dla zwykłego turysty zaciera skomplikowany system fortyfikacji, który miał stanowić dla garnizonu kolejną szansę obrony.

Gdy jednak dotrzemy do pozostałości tak zwanej wieży ostatecznej obrony, zobaczymy ginące za wzniesieniami meandry drogi asfaltowej, którą grupy autobusami docierają do zabytku.

Przejście z powrotem, jeśli zdecydujemy się na spacer wzdłuż pozostałości północnego muru, nie będzie już tak atrakcyjne. Tenże mur wznosił się bezpośrednio nad prawie pionową ścianą północnego zbocza klifu, przez co nie wymagał dodatkowych umocnień i był dość monotonny.

Jeśli nie zrobiliśmy tego na początku warto jeszcze zajrzeć do dużej cysterny na wodę, która dzięki funkcjonującemu niegdyś systemowi kanalizacyjnemu, gromadziła porą zimową wodę deszczową. Bez takiej cysterny nie mógł istnieć żaden fort.

Pod koniec XIII w., kiedy muzułmanie podbili całą Palestynę wypierając krzyżowców, twierdza straciła strategiczne znaczenie i popadała w ruinę.

W XVI wieku nowi władcy, Turcy Osmańscy, przekształcili Nimrod w więzienie, którego stare mury po dwóch wiekach zostały częściowo uszkodzone przez trzęsienie ziemi.

Kolejne zawirowania historii miały sprawić, że ruiny znowu posłużyły w XX wieku jako stanowisko obronne, najpierw Francuzom przeciwko zbuntowanym Arabom i Druzom, później podczas wojny sześciodniowej Syryjczykom przeciwko Izraelowi.

 

Nimrod, czyli prawnuk Noego

Ciekawostką jest łączenie nazwy zamku z imieniem wspomnianego w Biblii prawnuka Noego, króla Mezopotamii. Tradycja żydowska upatruje w nim zbuntowanego względem Boga budowniczego Wieży Babel.

Tradycja muzułmańska uzupełnia ją pewnym istotnym szczegółem, mianowicie króla Nimroda, w tym miejscu miał ukarać Allah, wkładając mu do głowy komara, który doprowadził go do szaleństwa. Ta moralizująca anegdota zgadza się z warunkami przyrodniczymi Doliny Hula, która zanim stała się zagospodarowanym rolniczo obszarem, słynęła z malarycznego klimatu, pełnego bagien, które były istną wylęgarnią chmar komarów. Na szczęście dla turystów, to też już jest historią.

Chociaż piętrzące się na klifie ruiny, są tylko imponującym wspomnieniem dawnej świetności, to obecna, oficjalna nazwa hebrajska brzmi Mivtzar Nimrod, czyli „Forteca Nimroda”. Rząd Izraela z uwagi na jej zabytkowe walory ustanowił tu Park Narodowy o tej nazwie, dlatego wejście na teren ruin jest płatne (22 NIS) i w określonych godzinach (8.00-16/17.00 w piątki do 15/16.00).

Erwin Jan Kozłowski, 30.10.2020

Previous ArticleNext Article